Male mieszkanko na obrzeżach miasta zajmowala pewna miła dziewczyna. Miala na imię Christina. Blondynka o słodkiej urodzie. Kochala malować. Była sama. Wszyscy ją opuścili kiedy postanowiła postawić na swoim i malować zamiast być kimś takim jak jej rodzice czyli lekarzem albo adwokatem. Spełniała marzenia i wiedziala że jest to słuszne ale nie mogła się z tego cieszyć bo samotność doakwierała jej bardziej niż można bylo sobie wyobrazić.
Pewnego razu przechadzając się centrum handlowym zobaczyła że na samym rogu przy ostatnim wejściu do CH jest nowa kawiarnia. Christyna nie zwróciłaby na nią uwagi gdyby nie obraz nieznanego jej autora. Rozpościerające się pole złocistego zboża, nad nim granatowe niebo przed burzą a na środku dwoje ludzi kobieta i mężczyzna. Kobieta opiera się plecami o wielkie drzewo na środku pola a mężczyzna przyciska ją do drzewa jeszcze bardziej w romantycznym pocałunku. I tak atoi ta sceneria nie mogąc się ruszyć. Nie wiadomo czy kochankowie przetrwają burze. Czy w ogóle burza przyjdzie czy ominie ich bokiem, bo natura tez robi takie figle. Ktoś bardziej naukowy niż Christina mógłby się zastanawiać czy dobrze robią idąc pod drzewo w czasie burzy ale ją to nie interesuje. Chce napawac się po prostu jego pięknem. Nie wiadomo kiedy weszła do kawiarni jak urzeczona i obecnie stoi przed owym obrazem na środku kawiarni która nie ma dzisiaj zbyt wielkiego ruchu. Jest sama w kawiarni. A przynajmniej tak jej się zdawało.
-Przepraszam- zawołał jakiś mężczyzna ale nikogo nie było widać -przepraszam- powtórzył tajemniczy głos.
Dziewczyna oderwala wzrok od obrazu i szukała źródła zaczepek. Jej wzrok spoczoł na lądzie która nie dość ze była dosyć wysoka to zawalona guma, batonami, cukierkami, TiK takami itp że z jej perspektywy nic nie bylo widać. Przeszła kawałek i zobaczyła twarz mężczyzny. Uroczy brunet z niebieskimi oczami. Był naprawdę piękny.
Męzczyzna wołający zza lady miał na imię Jessie. słysząc tylko dzwonek przy drzwiach oznajmujący że ktoś wchodzi ale nie podchodzi do kasy po zamówienie zareagowal normalnie. Ale miał dość stosu pierduł na lądzie przez co nic nie mógł zobaczyć i juz kiedy nikt mu nie odpowiadał i miał wyjść przed lade zobaczył kobietę. Pierwsza myśl jaka mu się nasunęła to "o mój boże, jaka piękna". Długie karmelowe włosy wpadające bardziej w blond. Duże szare oczy. Piękne czerwone usta. Zaróżowione policzki.
Stoją tak naprzeciw siebie i zapamiętują rysy twarzy. Christina otrząsła się pierwsza z tego amoku
-Chyba mnie pan wołał. Bardzo przepraszam ale podziwiałam obraz który stoi obok wejścia. Można wiedzieć kto jest autorem? - Jessie za ten czas wyszedł zza lady.
-Niestety nie wiem proszę panią. Znalazłem go kiedyś pod moim płotem. Zero ludzi na chosniku, ale może ktos odszedł na chwile. Kiedy w końcu po prawie calym dniu zaczęło padać a właściciela obrazu nadal nie bylo wziąłem go do siebie a potem przyniosłem tutaj. Uwielbiam na niego patrzeć. Nie wiem czemu ale jakoś mnie uspokaja. A pani?
-Ja? -wpatrzyna w obraz nie zauważyła że sklepikarz jej się przygląda a kiedy oboje to zauważyli pokryoi się rumieńcem.
-Jakie ma pani odczuci względem tego obrazu? -zapytał patrząc juz na obraz
-Mnie może nie uapokaja a raczej intryguje. To fragment pewnej opowieści lub nawet kilku i ciekawa jest co było wczesniej i co stanie się później.
-Hym -Jessie zmarszył brwi - nigdy sie nie zastanawialem co moglo by się stać. Zagnębialoby mnie to a i tak bym się nie dowiedzial. To musi być bardzo frustrujące.
-Nie koniecznie. Bo ja tez mogę się włączyć w tą opowieść. To ja mogę ją kontynuować - popatrzył na nią. Wiedzial ze ona go nie pod puszcza. Znają się 10min...znają. Nawet nie znają swoich imion.
-Mam na imię Jessie. Może mialabys ochotę na kawę?
-Christyna. Niezbyt. Nie lubie kawy ale jeśli podajecie dobrą gorąca czekoladę to bym poprosiła - uśmiechnęła się do niego.
-Mamy i mam nadzieje że pani posmakuje, pani Christino.
-Wystarczy Christina.
-W takim razie mi też mów tylko Jessie. Pójdę zrobić ci czekoladę a sobie kawę. Nie będziesz miala nic przeciwko jeśli się do ciebie do siąde? Nie mam dzisiaj wielkiego ruchu a w sumie będę w tedy lepiej widzial wchodzących klientów.
-Oczywiście że nie będę miała nic przeciwko. Ale mam pytanie.
-hym?
- Te schody prowadzą do stolików na górze czy do czegoś innego?
-Wynajeliśmy lokal idealnie nad nami zebyśmy mogli tam przygotowywać trudniejsze rzeczy do zrobienia. Tu jest za mało miejsca na cokolwiek ale jeszcze nie wywiesilem kartki że wstęp tylko dla personelu. Zajmij stolik. Zaraz wrócę.
-Okey -usiadła naprzeciwko obrazu koło schodów do górnego wynajętego lokalu.
Jessie szybko zrobil dziewczynie czekoladę i sobie kawę. Zaczęli rozmawiać o sztuce. W końcu wyszli na jaw że Christina maluje. Poprosił by jutro przyniosla swoje prace by mu pokazać. Zgodzila się.
Przyszla do niego na kolejny dzień i jeszcze następny. Przychodzila do niego kiedy tylko mogła. Umawiając się w jakie dni pracuje. Christina prowadzila kursy malarskie dla dzieci, mlodziezy i osób starszych. Jessie przyszedl kiedyś na jedne jej zajęcia. Pomagala mu malować. Kiedy wszyscy wyszli poprosil ją żeby mu jeszcze pomogla z jego malunkiem. Chwicila jego dłoń trzymająca pędzel, zamoczyła w farbie i gładzila płótno. W pewnym momencie Jessie juz nie wytrzymał. Odłożył pędzel i ją pocałował. Odwzajemniła pocałunek wplatając mu palce we włosy a on objął ją w pasie i przyciągnął do siebie. Kochali się w pracowni budząc się farbami. Bylo im dobrze. Oboje nie wyobrażalnie rozpaleni. W końcu zasnęli gdzieś na podlodze. Wśród pędzli, palet i tebek z farbami.
Tak minęło kilka miesięcy. Miłość do siebie, miłość do malarstwa i sex ale miała nadejść burza.
piątek, 12 sierpnia 2016
Rozdział 1 cisza przed burzą
wtorek, 15 marca 2016
LEGO
Tutaj mam zamiar napisać swojego wlasnego FF mam nadzieje ze jakoś to pójdzie. Trzymajcie kciuki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)